sobota, 28 lutego 2009

Wzruszający film.


Namnożyło się w ostatnich czasach filmów dla młodzieży, czy to będących ekranizacją jakiejś mniej lub bardziej znanej książki, czy to od podstaw wymyślonych przez scenarzystów. Kiedy dowiedziałem się o "Moście do Terabithii", pomyślałem, że to kolejny film z rodzaju tych dziecięcych hitów, takich jak "Opowieści z Narnii", "Harry Potter" czy "Złoty kompas". Film, który na kilkadziesiąt minut zabierze mnie w jeszcze jeden baśniowy świat, urzeknie efektami specjalnymi i miłą muzyką - po prostu sprawi, że po seansie będę uśmiechnięty i zadowolony. Myślałem, że to właśnie taki film. Bardzo się myliłem.


Jesse Aarons nie ma szczęścia. W szkole koledzy przy każdej okazji go zaczepiają, po powrocie do domu chłopca czeka spotkanie z biedą, a na dodatek ojciec nie jest dla niego zbyt wyrozumiały i więcej czasu poświęca jego młodszej siostrze, Maybelle. Pewnego razu do klasy chłopca trafia nowa uczennica, Leslie Burke. Jesse z początku jest do niej negatywnie nastawiony, ale oboje szybko znajdują wspólny język. Aby uciec od problemów szarej rzeczywistości, Leslie i Jesse wyobrażają sobie Terabithię - baśniową krainę pełną tajemniczych stworzeń i nieodkrytych sekretów. Dzięki wzajemnej pomocy radzą sobie z kłopotami w życiu. Ale szczęście nie trwa długo. Pewnego dnia dochodzi do tragedii.


"Most do Terabithii" ma w sobie to "coś". Chociaż dramatyczne wydarzenia w pewnym momencie całkowicie pozbawiają go beztroskiej, baśniowej otoczki, to przez to bohaterowie stają się nam, widzom, bliżsi. To niesamowite, ale twórcy dokonali rzeczy niezwykłej. Otóż pokazali dzieciństwo, prawdziwe, zwyczajne, w pełnej uroku formie, bez żadnych uproszczeń i przekłamań, tak, jak ono naprawdę wygląda. Niewiele jest filmów, w których powiódł się ten zabieg. Niewiele jest też filmów, po których obejrzeniu coś by w nas pozostało, jakaś refleksja. Obraz Gabora Csupo zdecydowanie się do tego wąskiego grona zalicza.


Bez wątpienia największym plusem filmu jest wielowątkowy scenariusz, napisany na podstawie książki Katherine Paterson. Fabuła składa się z wielu sytuacji, które toczą się wokół głównej osi, czyli stopniowego odkrywania przez Jesse'a i Leslie Terabithii. Wiele wątków przytłoczonych w filmie jest nad wyraz poważnych i dojrzałych i, według mnie, to dzięki temu obraz jest tak wyjątkowy i szczególny - bo podejmuje tematy trudne i rzadko spotykane w filmach z założenia przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. A przecież takie problemy nie są wcale obce dzieciom, przeciwnie - odrzucenie przez szkolne społeczeństwo, uciekanie od szarej rzeczywistości w świat marzeń, a nawet ból po stracie bliskiej osoby - dzieci tego doświadczają. A "Most do Terabithii" szczerze o tym mówi.


Aktorstwo to temat na oddzielną recenzję. AnnaSophia Robb i Josh HutchersonJosh Hutcherson świetnie zagrali swoje role i stworzyli naprawdę znakomite kreacje dwojga przyjaciół, które na długo pozostają w pamięci. Na pewno w przyszłości ci młodzi aktorzy zrobią wielką karierę. Od bardzo dobrej strony pokazał się też Robert Patrick (legendarny T-1000 z "Terminatora 2"), grając surowego, ale odpowiedzialnego i troskliwego ojca Jesse'a. (recenzja z film web.Autor Krzysiu)

Polecam gorąco. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że jeśli ktoś jest choć trochę wrażliwy, to z całą pewnością poleci mu niejedna łezka. Dwa dni chodziłam smutna myśląc o tym obrazie.
Jest, to jednak ciepły film. Zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych, może nawet z przewagą na tych drugich. Ukochany też się trochę skarżył na zakończenie, nie lubi gdy filmy źle się kończą.

Wypisy z Bobkowskiego.


Jakże inaczej przedstawia się naród w czasie pokoju i w czasie wojny. Wojna jest dla narodu jak rzucenie monety na marmurową płytkę; i choć nienawidzę wojny, to wydaje mi się, że trudno o lepszy probierz. Przypominam sobie, co myślałem o Francji za dawnych lat. Dziś zrozumiałem jedno; cechy, które są czarujące w czasie pokoju, które ceni się wysoko - te cechy farncuskie są zgubne w tej epoce. W czasie pokoju zapomnieli o wojnie, w czasie wojny nie potrafili zapomnieć o pokoju. (Szkice piórkiem, 24 VI 1940)

Właściwie Francuzi nigdy nie mają złudzeń; nie mają tego, co można określić "pędem do osiągnięcie niemożliwości"(...) Posiadają fenomenalnie rozwinięty, a tak trudny dla nas do osiągnięcia, zmysł życia bez ideału i bez iluzji(...) Potrafią mówić godzinami o sprawach codziennego życia, które jest dla nich jedynym istotnym zagadnieniem. Dziś lubi się ich, jutro nienawidzi, pojutrze znowu skokietują jakąś błyskotką lub łatwością podejścia do tego, co uważa się za "PROBLEM". Jakaś wspaniała umiejętność materializowania ducha, która jest chyba właśnie ich duchem. Niepokoją mnie, nie pozwalają nie myśleć, nie pozwalają wykręcić się jakimś ogólnikiem, który sam ciśnie się teraz na usta. (Szkice piórkiem, 31 VII 1940)

Coś we mnie pękło, coś bulgoce, do ust podchodzą słowa, których dotąd nie ośmieliłbym się wypowiedzieć głośno. W caałym swoim życiu żeniłem się ze wszystkim z miłości. Nie uznawałem innych małżeństw. To nie jest wygodne, ale co robić, gdy nie można inaczej? Z Francją ożeniłem się z wielkiej miłości młodego. I nagle tu, w Tulonie widzę, przeczuwam wszystko, domyślam się; domyślam się tej perfidnej korespondencji i flirtów, uprawianych między Sztabem niemieckim i Clermont-Ferrand, między Clermont-Ferrand i Tulonem. Tu widzę Francję nagą, leżącą w Tulonie, jak dziwka. Czeka i uśmiecha się z rezygnacją, rozchyla nogi... Zdradza mnie. (Szkice piórkiem, 1 IX 1940)

Bo we Francji nie jest ważne to, CO się mówi, ale nieskończenie ważne jest to, JAK się mówi. Dlatego można tutaj tak wiele powiedzieć - byleby zachować formę. Podziw i uznanie dla formy są tak głębokie i wrodzone, że kapitulują prze nimi i treść, i nawet sprzeczne z tą treścią uczucia. Jeżeli umiesz mówić, to wolno ci powiedzieć wszystko. (Szkice piórkiem, 8 stycznia 1942)

czwartek, 26 lutego 2009

Gdy zdrowie kuleje.

http://lunanina.com/pixel/obs/books.jpg
Trochę u mnie grypowo, z wielkim, bezustannym bólem głowy, tak więc cisza. A do tego zaczął mi się kurs księgowości i szkolenie w nowej pracy.
Czasu więc mało i kondycja nie ta co powinna być.
Weekend będzie na całe szczęście dniem wolnym, a więc oddech i więcej czasu na bycie z Ukochanym, który teraz ciężko przechodzi grypę. Antybiotyki już ma więc teraz powinno być tylko lepiej.
Wszystkim życzymy zdrowia!!!!

sobota, 21 lutego 2009

Nowość z Santorskiego.

W poszukiwaniu mistrzów życia. Rozmowy o duchowości

Tadeusz Bartoś, Wojciech Eichelberger, Wojciech Szczawiński


Z rozmowy buddysty, chrześcijańskiego teologa i agnostyka wyłania się Bóg, jakiego do tej pory jeszcze nie znałeś. Bóg, który nie patrzy na ciebie jak policjant, prokurator, sędzia, więzienny nadzorca, despotyczny szef, bezduszny współmałżonek czy ksiądz formalista. Doskonała lektura dla każdego, kto szuka swojej własnej ścieżki duchowej. Zarówno w obrębie oficjalnych Kościołów i doktryn religijnych, jak i poza nimi. Dodatkowym walorem książki jest jej ekumeniczne przesłanie. Autorzy pokazują dobitnie, że ponad podziałami wyznaniowymi możliwy jest autentyczny dialog, polegający na wspólnym poszukiwaniu prawdy.

Z pomysłem realizacji obszernego wywiadu na temat głębi i uniwersalizmu Jezusowego przesłania nosiłem się od paru lat. Im dłużej o nim myślałem, tym bardziej wątpiłem, że kiedykolwiek go napiszę. (...) Dalecy od entuzjazmu byli także duchowni, którym proponowałem rozmowę. "To temat niebezpieczny, niosący zgorszenie - wyjaśnił jeden z księży. - Za snucie podobnych rozważań będzie pan smażył się w piekle". Bodajże do dwudziestego czwartego roku życia byłem praktykującym katolikiem, ministrantem, kościelnym lektorem i uczestnikiem ruchu oazowego. Przyznam, że w tamtym czasie spotkałem wielu wspaniałych księży, po prostu ciepłych i nadzwyczaj życzliwych ludzi, których serdecznie wspominam do dzisiaj. Jednak na pewnym etapie wiara przekazywana przez chrześcijaństwo stała się dla mnie niewystarczająca; w wielu sytuacjach jawiła się mi też jako kompletne zaprzeczenie tego, co dostrzegałem wokół, szczególnie pośród ludzi uważających siebie za tzw. prawdziwych katolików i nieraz deklarujących publicznie: "Kocham Jezusa". Mimo to sądzę, że o religii, nawet, gdy nie jest się jej zwolennikiem, można rozmawiać z szacunkiem, w sposób pozbawiony zapalczywego krytykanctwa albo ironii. Jednocześnie jednak nie sposób bagatelizować niepokojących zjawisk, które w rozmaity sposób - bywa, że niezwykle przebiegły - wpędzają nas na duchowe manowce. Podziwiam i szanuję ludzi, dla których wiara, bez względu na jej proweniencje, jest czymś, co otwiera na rzeczywistość, a co za tym idzie - czyni człowieczeństwo pełniejszym. Serdecznie dziękuję Wojtkowi Eichelbergowi i Tadeuszowi Bartosiowi za to, że poświęcili swój cenny czas i zgodzili się cierpliwie odpowiadać na moje - nie zawsze precyzyjne - pytania.

Wojciech Szczawiński

Niewielka książeczka z wielkim urokiem.

Poruszająca, zabawna i pełna czułości powieść o zwyczajnym życiu... całkiem zwyczajnej pary. Ona: myli seks z gimnastyką, miłość z władzą, a związek z hierarchią. Jej uroda niczego nie zmienia: kochanie się z nią stało się dla Benjamina męką...
On: wskutek codziennych, zawsze jednostronnych kompromisów, odnosi wrażenie, że opróżnił się wewnętrznie i nie ma już na nic wpływu. Jedyną radością w jego życiu jest jego mała córeczka. Groźba rozstania z nią sprawia, że bezwolnie podporządkowuje się żonie i zmusza do przytakiwania jej. Jednak lektura pewnej książki Plutarcha otwiera mu wreszcie oczy, posłuży mu za przewodnik i wstrząśnie jego życiem. Benjamin wyzwala się w końcu z uległości wobec żony dzięki swemu poczuciu humoru i bezbrzeżnej czułości, którą uwodzi czytelniczki.
Ta napisana w formie żywego dialogu powieść zachęca - co nie jest takie częste -- do opowiedzenia się po stronie mężczyzny.
Isabelle Miniere odmalowuje w zabawny i pełen humoru sposób zjadliwy portret pary, w której władza zastępuje miłość. Ukazuje też głęboki niepokój mężczyzny, który przy najmniejszej próbie buntu jest oskarżany o bycie macho. Oddając hołd Plutarchowi, dowodzi też, że lektura książki może zmienić życie....

Isabelle Miniere (ur. 1961 r.) jest z wykształcenia psychologiem, ale pisanie stało się jej pasją już we wczesnej młodości. Jest autorką kilku cieszących się powodzeniem powieści, m.in. Le Soupirant (2001), Méthode infaillible contre l'adversité (Niezawodna metoda przeciwko przeciwnościom losu (2002) Cette nuit-la (Tamta noc) (2004) , Le Dilettante, 2004. Ma troje dzieci. Obecnie mieszka w Paryżu.

czwartek, 19 lutego 2009

Dobry, głęboki film.



Lolita Cassard ma 20 lat i jest wściekła na cały świat ponieważ nie wygląda ani jak dziewczyny na fotografiach w kobiecych magazynach, ani jak jej piękna macocha. Marzy o tym aby być piękną chociażby w oczach jej ukochanego ojca, który jednak niezbyt często przygląda się swojej córce. Etienne Cassard w ogóle niezbyt często patrzy na innych. Jest zbyt zajęty patrzeniem na siebie. Pisarz Pierre Miller nie patrzy na siebie w ogóle, ponieważ nie wierzy, ze mógłby odnieść sukces. Sylvia Miller, nauczycielka śpiewu, bardzo wierzy w swojego męża i jego talent, wątpi jednak w siebie i jedną ze swoich uczennic - Lolitę, aż do momentu kiedy dowiaduje się, że jest ona córką Etienne'a Cassarda, pisarza, którego uwielbia.

Po raz kolejny Agnes Jaoui zachwyciła mnie, pociagneła za sobą. Jaoui porusza bardzo ważny temat: samotności w tłumie. Wielkim atutem tego filmu jest przepiekna muzyka i świetna obsada, które czynią z tego obrazu istne arcydzieło, którego nie można przegapić, a już napewno szkoda by było przegapić!

Smacznego pączka.



Ja już zjadłam dzisiaj dwa pączki, a do tego parę mniejszych pyszności, które usmażyła Mama.
Ukochany zjadł trzy pączki. Myślę, że pozwolę mu pozostać rekordzistą.

środa, 18 lutego 2009

Toruńskie odkrycie.

Ślad łyżwy - Anna Piwkowska Ślad łyżwy to proza liryczna na wątkach biograficznych Georga Trakla - największego, oprócz Rilkego, niemieckojęzycznego poety - napisana poetyckim i malarskim językiem. Anna Piwkowska, poetka, użyła interesującego zabiegu stylistycznego pisząc swoją pierwszą powieść - liryczność połączyła z racjonalizmem psychologicznym, przez co powieść zyskała na drapieżności i trudno jednoznacznie zaklasyfikować ją do jednego gatunku literackiego.
Ślad łyżwy jest prozą pełną ekspresji. Pomysł tej książki rodził się podczas czytania wierszy wielkiego austriackiego poety Georga Trakla, a także uważnego studiowania rodzinnych fotografii poety. Oglądałam je w Salzburgu, w domu Trakla, gdzie znajduje się muzeum jego imienia. Próbuję opowiedzieć pewną historię. O próbach radzenia sobie z życiem i ze śmiercią poprzez sztukę i miłość. A więc historię o czymś niemożliwym. Prawdziwą i nieprawdziwą jednocześnie.

Anna Piwkowska jest autorką siedmiu zbiorów wierszy. Za tomik "Po" otrzymała Wyróżnienie Fundacji Kościelskich (rok 2002). Swoje wiersze publikowała między innymi w Więzi, Res Publice, Czasie Kultury, Dekadzie Literackiej, Zeszytach Literackich, Kresach, Tygodniku Powszechnym. Były one tłumaczone na język rosyjski, niemiecki, słoweński. Stypendystka Ministerstwa Kultury i Biblioteki Polskiej w Paryżu. Laureatka literackiej nagrody im.Georga Trakla (1995) i Warszawskiej Premiery Literackiej, którą otrzymała w listopadzie 2003 roku za książkę eseistyczną o Annie Achmatowej. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Uczy języka polskiego w warszawskim Społecznym Gimnazjum na Raszyńskiej.

Ta książka stała się moim odkryciem podczas wtorkowego wyjazdu z Ukochanym do Torunia. Pojechaliśmy pochodzić po księgarniach, to pomysł Ukochanego. A na koniec tej wycieczki zaprosił mnie do baru mlecznego( cudowny czas dla nas i tylko dla nas). W jednej z księgarni natknęłam się właśnie na ten wyżej opisywany tytuł. Zachęciła mnie chyba okładka, która mi się spodobała, a później było już tylko lepiej. Książka ta jest niewielka, a więc można ją przeczytać jednego wieczora. Polecam jednak czytanie powolne, bo książką tą powinno się delektować.
Z niecierpliwością będę czekała na następną książkę pani Anny Piwkowskiej.
Zachęcam do lektury. Naprawdę warto!!!

wtorek, 17 lutego 2009

Akcja:farbowanie.




Pierwszy raz od wielu, wielu lat nie farbowałam włosów. Właściwie od lat nic nie robiłam z moimi włosami. Dzisiaj się odważyłam, no i w sumie jestem zadowolona. Ukochany też jest pozytywnie nastawiony do zmiany. Na zdjęciach wyglądają jaśniej niż w rzeczywistości.
Ucieszyła mnie ta zmiana. Kobiety chyba już tak mają.

Jeszcze tekst do optymistycznej piosenki.

Kto to pędzi tak przez miasto D A
Komu w tych ulicach ciasno G D
Biegnę gryząc pomarańcze D A
Ziemia pod stopami tańczy G D
Biegnę gryząc pomarańcze G D
Ziemia pod stopami tańczy A7 D
Ref.: Da-ga-daj, da -ga-daj, da-ga-da-daj D A D
Da-ga-daj, da -ga-daj, da-ga-da-daj G A D
Naokoło kipi życie
A ja mam się znakomicie
Wszyscy niosą oczy jasne |
Trotuary wprost za ciasne | x2
Ref.
Przejmująco pachną lipy
Rośnie mi po cichu broda
Wieczór aż od dziewcząt kipi |
Może czeka mnie przygoda | x2
Ref.
Lubię, kiedy jest sobota
Gdy po wszystkich już robotach
Lubię śpiewać lubię tańczyć |
Lubię zapach pomarańczy | x2
Ref.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Optymistyczna piosenka.


A to piosenka z dedykacją dla Ukochanego.

niedziela, 15 lutego 2009

Film o tym jak grać i jak obstawiać.

Podwójna gra (2005)
  • "Podwójna gra" to pełen napięcia dramat o ludziach, dla których sport i hazard są zarówno źródłem bogactwa jak i okazją do roztrwonienia ogromnych fortun. Brandon Lang (Matthew McConaughey) po odniesieniu poważnej kontuzji, uniemożliwiającej kontynuowanie kariery sportowej, odkrywa w sobie zadziwiającą umiejętność przewidywania wyników meczów. Jego niezwykły dar zwraca uwagę jednego z czołowych specjalistów w dziedzinie zakładów sportowych - Waltera Abramsa (Al Pacino). Pod okiem Waltera Brandon wkrótce przeistoczy się w błyskotliwego gwiazdora telewizji i zasmakuje w wytwornym stylu życia manhattańskiej elity. Bohaterów połączy przyjaźń, przypominająca relacje między przybranym ojcem i synem, co początkowo korzystnie wpłynie na interesy Waltera, ale tylko do chwili gdy Brandona opuści szczęście w grze. Wtedy protegowany zrozumie wreszcie, że przez cały czas ulegał manipulacji. Stawką w grze, którą rozpoczynają Walter i Brandon, będą grube miliony, więc każdy z uczestników zrobi wszystko, aby przechytrzyć przeciwnika. Z tego pasjonującego starcia nie wyjdą bez szwanku nawet postronni obserwatorzy, tacy jak żona Waltera, Toni (Rene Russo), gdyż nic w tej rozgrywce nie jest takie, jak się wydaje na początku.(opis dystrybutora dvd)

  • Film ten jest opowieścią o świecie podziemia sportowego i zakładów bukmacherskich. Cała historia zaczyna się, kiedy świetną karierę sportową znanego bejsbolisty przerywa jego kontuzja podczas jednego z meczy. Mężczyzna zmuszony zostaje do poszukiwania nowego zajęcia. Angażuje się w działalność sportowych zakładów bukmacherskich, a wkrótce staje się zdolnym pracownikiem jednego z największych tego typu zakładów w kraju. Tu niestety panują dziwne i niezbyt uczciwe zasady. Warto zwrócić uwagę na świetną diaboliczną wręcz postać, w którą wcielił się Al Pacino..Może właśnie przez tę kreację Al Pacino film ten przypomniał mi inny, dawno temu oglądany film "Adwokat diabła". Nie jest, to film szczególnie ambitny, jego głównym atutem jest gra Al Pacino właśnie, i chociażby dla tej świetnej kreacji film jest wart obejrzenia. Można też co nieco dowiedzieć się o hazardzistach i przemyśle bukmacherskim. Warto obejrzeć szczególnie w towarzystwie mężczyzny. Ja oglądałam razem z Ukochanym. W sumie polecam.


Wieczorne oglądanie filmu.

Adaptacja (2002)

Adaptacja - Adaptacja - Adaptacja - Adaptacja - Adaptacja - Adaptacja -
Charlie Kaufman (Nicholas Cage) jest niezwykle utalentowanym, ale zakompleksionym i neurotycznym scenarzystą filmowym. Po ogromnym sukcesie scenariusza "Być jak John Malkovich" i nominacji do Oscara, Charlie otrzymuje propozycję napisania scenariusza na podstawie opartej na faktach książki Susan Orlean (Meryl Streep) "Złodziej orchidei".
Charlie uwielbia swoją pracę, za to nie bardzo potrafi odnaleźć się w otaczającym świecie. Jest paranoikiem, panicznie bojącym się kontaktów z otoczeniem, a szczególnie z kobietami - co powoduje kłopoty w jego związku z piękną Amelią (Cara Seymour). Do jego mieszkania wprowadza się tymczasem Donald (Nicholas Cage), bliźniaczy brat Charliego. Żywiołowy i nieco ekscentryczny Donald jest absolutnym przeciwieństwem Charliego.
Ku rozpaczy Charliego, Donald decyduje się zostać scenarzystą filmowym. Zapisuje się w tym celu na kurs pisania scenariuszy. Nie ma jednak takich ambicji, jak Charlie i jego celem jest przede wszystkim romans z Caroline. W przerwach spotkań z dziewczyną Donald pisze sztampowy scenariusz o seryjnym mordercy.
Charlie jest coraz bardziej pochłonięty pracą nad adaptacją "Złodzieja orchidei". Ta książka to opowieść o Johnie Laroche (Chris Cooper), ekscentrycznym miłośniku roślin. Życiowym celem Laroche'a jest ocalenie pewnych rzadkich gatunków orchidei, poprzez wykradzenie ich z naturalnego środowiska - bagien Florydy. Orlean napisała tę książkę, zafascynowana postacią Johna. Tymczasem Charlie odkrywa, że jest coraz bardziej zakochany w Susan, choć tak naprawdę zna ją tylko z fotografii, zamieszczonej na tylnej stronie okładki. Charlie namawia Susan na spotkanie. Jednocześnie sam jest do tego stopnia przerażony perspektywą randki z Susan, że zamiast siebie, wysyła na to spotkanie Donalda (który właśnie podpisał umowę na realizację swojego scenariusza za okrągłą, siedmiocyfrową sumkę). Charlie w imieniu brata udaje się za to na scenariuszowe seminarium. Sprawy zaczynają się komplikować... (opis dystrybutora)

Wczoraj oglądaliśmy z Ukochanym ten właśnie film. Nie jest, to komedia romantyczna, nie będzie można znaleść też w tym obrazie opowieści skupionej na jednym wątku.
Powiem od razu, że jest to film trudny, że warto być skupionym podczas oglądania, ale zapewniam, że warto włożyć trochę trudu, bo opowieść ta pięknie nam się odpłaci.
Ukochany narzeka na zakończenie, preferuje bowiem dobre zakończenia. Ja widzę ten jaśniejszy odcień, bo dla jednego z głównych bohaterów zakończenie jest dobre, bo moim zdaniem, uległ tak głębokiej metamorfozie, że nareszcie zaczyna tak naprawdę dobrze, w pełni żyć.
Ja osobiście polecam.


sobota, 14 lutego 2009

Słodko-leniwa sobota.


Miało być dzisiaj wyjście do ZOO, niestety pogoda nie dopisuje. Trudno. Od rana zabrałam się do robienia porządków, przy wsparciu Ukochanego. A teraz mam trochę czasu na zaległe notatki w dzienniku i czytanie. Gorąca kawa dotrzymuje mi towarzystwa. Czasu mam sporo, ponieważ obiadek dzisiaj robię z paczki. Nie, nie, nie będziemy głodni po południu jesteśmy umówieni z Przyjaciółmi na pizze.


Dzisiaj specjalnie się wybrałam na rynek, bo jabłka z rynku jakoś bardziej mi smakują niż te z supermarketu. Smak doskonały, no i witaminek sporo przy okazji.

piątek, 13 lutego 2009

Prezent od Ukochanego.

Anna WszechrosjiOparta na wspomnieniach, listach i wywiadach biografia Anny Achmatowej (1889-1966), „carycy” poezji rosyjskiej i jednej z najbardziej fascynujących kobiet epoki. Na jej twórczości odcisnęły swoje piętno wszystkie przełomowe wydarzenia w Rosji pierwszej połowy XX wieku. One też są tłem opowieści o niezwykłym życiu wielkiej rosyjskiej poetki.

Jej dzieła mają klasyczną elegancję zaczerpniętą od Puszkina i pełen żarliwości głos ukształtowany przez dramaty jej życia. Jej uroda przyciągała wielu mężczyzn, którzy się w niej kochali, a mimo to wszystkie trzy małżeństwa okazały się nieszczęśliwe. Zaczęła pisać w czasie, gdy „myślenie o kobiecie jako poetce było absurdem”, jak ironicznie zauważyła. Jej geniusz wzbił się ponad to, chociaż zapłaciła za swój triumf jako żona i matka. - Elaine Feinststein.

Nie jesteśmy z Ukochanym zwolennikami Walentynek, dlatego właśnie dzisiaj w piątek trzynastego zrobiliśmy sobie nasz wspólny, cudny dzień. A "Anna Wszechrosji" , to właśnie prezent dzisiejszy od Ukochanego. Bardzo się ucieszyłam, bo książki biograficzne, to coś co uwielbiam, a do tego osoba Achmatowej. Zawsze chciałam się dowiedzieć czegoś więcej na jej temat. Dziękuję Ci Ukochany.

Nie jestem fanką fitnessu,ale...

http://store.escapi.net/covers_ready/60632_100.jpgPATENT NA MŁODOŚĆ- KATHY SMITH.
Naprawdę trudno mnie posądzić o nadmierne zainteresowanie fitnessem, ale czasami mam ochotę trochę się poruszać, porozciągać. Kilka lat temu odkryłam tę książkę i przyznam szczerze, że zmieniła mój punkt widzenia na ćwiczenia fizyczne. W tej książce nie ma ćwiczenia rygorystycznego, dążenia za wszelką cenę do idealnej sylwetki. Autorka- kobieta już dojrzała - namawia do ćwiczeń po to by poczuć się kobieco, zależy jej na przywróceniu kobiecie sprawności zmysłowej. Pani Smith stawia kobietą pytania o świadomość ich ciała.

Ta książka jest dla mnie bardzo wartościowa, potrafi pomóc efektywnie przemieniać życie na bardziej wartościowe. Pozwala wrócić do stanu, w którym życie jest wypełnione radością z posiadania kobiecych kształtów, namiętności, przyjemności zmysłowych.
Obszerny ponad stu stronicowy wstęp świetnie wprowadza w filozofię programu flex appeal.
Gorąco polecam. Po długoletnich poszukiwaniach znalazłam tę książkę, kupiłam dla siebie i zamówiłam dwa następne egzemplarze dla moich Przyjaciółek. Nie jestem fanką fitnessu, ale...
Naprawdę warto!!!!!



Bądź zmysłowa, ponętna i sexy w każdym wieku! Obudź na nowo swoją zmysłowość, kiedy modelujesz mięśnie i szczuplejesz! Flex appeal??? Tak, skojarzenie z sex appealem wcale nie jest przypadkowe! Flex appeal to program opracowany przez Kathy Smith, amerykańską specjalistkę od fitnessu. Flex appeal - jak sama nazwa wskazuje - to nie tylko zestaw ćwiczeń. To kompleksowy program odmładzający zarówno ciało kobiety, jak i jej ducha. Nie pozwól, żeby stres kariery zawodowej czy stylu życia, macierzyństwo albo menopauza pozbawiły Twoje życie namiętności! Odzyskaj pewność siebie! Podobaj się sobie, podaruj sobie więcej należytej uwagi, poczuj się na nowo seksy. Dzięki unikalnej mieszance ćwiczeń siły i elastyczności flex appeal łączy tradycyjną jogę z płynnym, zmysłowym ruchem. Oprócz modelowania mięśni powoduje, iż przemieniasz się zarówno umysłowo, jak i fizycznie, zapewniając podniesienie popędu płciowego (libido). Poznaj: - techniki jogi, które wyzwalają Twoją energię seksualną - swoją drogę do sprawności zmysłowej - specjalny program ćwiczeń, pomagający ciału spalać tłuszcz i tracić na wadze - ćwiczenia ukierunkowane na problemy miejscowe - ramiona, biodra, uda i pośladki - sposób wyostrzenia wszystkich zmysłów dzięki specjalnym ćwiczeniom świadomości - techniki wizualizacji i relaksacji oraz zadziwiający dziesięciominutowy masaż w celu odnowy i przywrócenia witalności.

czwartek, 12 lutego 2009

KSIĄŻKA WSPANIAŁA.

Jak poważnie studiować filozofięKsiążka Jana Hartmana jest nie tylko dobrym wprowadzeniem do filozofii, lecz jednocześnie stanowi coś w rodzaju „Yade mecum" - podręcznika. do studiów filozoficznych, ale nie tylko filozoficznych. Znajdujemy tu cenne wskazówki dotyczące uważnej, analitycznej lektury tekstów, korzystania z zajęć uniwersyteckich, a wreszcie samodzielnej pracy naukowej - pisania prac magisterskich i doktorskich. Wszystko to podane jest w sposób jasny, przystępny, a zarazem wolny od uproszczeń. Mamy więc do dyspozycji książkę ważną, potrzebną, zastugującą w pelni na miano rzetelnej pomocy naukowej.
Prof. Władysław Stróżewski

Książka dr hab. Jana Hartmana umiejętnie łączy elementy wprowadzenia do filozofii z poradnikiem studiowania tej trudnej dyscypliny wiedzy. Jest bardzo dobrze i przystępnie napisana, a jej lektura stanowi znakomitą zachętę do filozofii.
Prof. Tadeusz Szubka

W książce Jana Hartmana nie brak śladów ironii oraz dystansu do filozofii. Zwycięża jednak powaga. Ten szczególny podręcznik, napisany przez cenionego i lubianego wykładowcę, łączy w sobie cechy ogólnego wprowadzenia do filozofii i praktycznego poradnika studiowania tego kierunku. Wiele uwagi poświęca się technicznym i społecznym stronom życia filozoficznego, dzięki czemu książkę można czytać również jako studium zawodu filozofa. Pożytek mogą mieć z niej zarówno osoby ogólnie zainteresowane filozofią, studenci filozofii, jak i nauczyciele.
Książka ta jest podebrana z półki Ukochanego. Od czasu do czasu lubię poczytać coś z Jego kręgu zainteresowań. Jak się kogoś kocha, to naturalnym jest ta chęć poznania, tego co interesuje tę drogą nam osobę.

wtorek, 10 lutego 2009

KOBIETA WYJĄTKOWA.





Krystyna Janda, to dla mnie kobieta wyjątkowa. Myślę, że jestem wobec niej bezkrytyczna. Ale proszę tylko posłuchać tej piosenki, co za wykonanie, jaka ekspresja... Ja jestem zachwycona.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Party.


Wczorajsze popołudnie spędziliśmy w gronie naszych Przyjaciół. Ciasnota naszego pokoiku nikomu nie przeszkadzała, nawet maluchom. Nasz skromny bufet znalazł miejsce na półkach z książkami. Ach... przyjemne są te spotkania, a w tym miesiącu jeszcze dwa takie spotkania przed nami. Cieszę się bardzo.

niedziela, 8 lutego 2009

O tej książce sobie teraz cichutko marzę.


Wydawnictwo: Muza
Warszawa 2006, ISBN: 83-7319-933-0, 130 x 205, 332 s., oprawa miękka

Cynthia Ozick to pisarka z obsesją: jedną jej część stanowi żydowskość, a drugą swego rodzaju pasja apokryficzna. Pisarka często bowiem odwołuje się do rzeczywistych postaci historycznych, w taki czy inny sposób związanych z literaturą, i wplata ich faktyczne, bądź domniemane losy w tworzoną przez siebie fabułę. Tak było w wydanym już przez Muzę Dziedzicu migotliwego światła, natomiast w wypadku Puttermesser mamy do czynienia z apokryfem podwójnym: po pierwsze tytułowa bohaterka Ruth Puttermesser jest zafascynowana postaciami George Eliot i życiowego partnera pisarki, George'a Lewesa, których biografie czyta obsesyjnie; po drugie zaś - powieść skonstruowana jest w taki sposób, by sugerować domniemywaną niejako na bieżąco biografię Ruth Puttermesser. Jest to postać wymyślona przez Ozick, a jednak z pretensjami do faktycznego istnienia. Streszczenie Puttermesser jest z gruntu niemożliwe, krytycy - prześcigając się w zachwytach nad jej oryginalnością i bogactwem - porównywali powieść z jednej strony do obrazu Chagalla, z drugiej zaś do śpiewu całego chóru zwodniczych syren... Dość powiedzieć, że poznajemy Ruth - Żydówkę i nowojorską prawniczkę o niebagatelnych filozoficznych i politycznych ambicjach - w wieku lat trzydziestu czterech, rozstajemy się zaś z nią dopiero w raju, dokąd trafia po tragicznej śmierci w wieku siedemdziesięciu lat. Obłędne i osadzone w tradycji judaistycznej pomysły Ozick wydają się niewyczerpane, jednak dopiero jej bluźniercza wizja raju jest naprawdę porażająca. Wywodzi ona, że raj skrywa pewną tajemnicę, której nie da się zawczasu ogarnąć umysłem, lecz można ją poznać dopiero na miejscu. Lektura to absolutna rozkosz - intelektualna, duchowa i imaginatywna - czytelnik wraz z Puttermesser przeżywa esencję życia, śmierci i życia po śmierci; książka wymaga jednak od czytelnika pewnego obycia literackiego, historycznego, a także filozoficznego i teologicznego.
Puttermesser Cynthia Ozick .

Gromadzenie książek jest obsesją...


Zaciągnij zasłony i zapal lampę. Pokój wypełniają głosy. Kim są ci, którzy lśnią złotym blaskiem jak apostołowie z witraży w południe? Trzymam w ręce coś więcej niż książkę. Sięgasz po nią, a ruch na ulicach zamiera i dokoła robi się cicho. Ruch odbywa się już tylko w wyobraźni, tajemne przepływy pomiędzy ciałem i książką, pasaże wiadome tylko tobie. Intymne objawienia, kiedy i czytający, i lektura niepomne są upływu czasu, ruchu wskazówek zegara.
Jeanette Winterson

sobota, 7 lutego 2009

CZEREŚNIE.

http://www.digitalphoto.pl/foto_galeria/2324_2006-0758.jpgObrazek
Dzisiejszego wieczora nabrałam strasznej ochoty na czereśnie. Oj, a w domu jedynie jabłka, jakoś nie zastąpią tych pierwszych. Hmm... A apetyt, apetytem, niestety...
Czekać będę musiała jeszcze długie miesiące, aż do późnego lata.

O miłości z historią w tle.


Wydawnictwo: Bellona
Warszawa 2007, ISBN: 978-83-11-10722-9, 170 x 240, 280 + il., oprawa twarda

Autorka zaprasza czytelników do staropolskiej alkowy, gdzie działo się naprawdę wiele. Nasi pradziadowie podlegali tym samym słabościom i pragnieniom, co my: potrzebie miłości, bliskości drugiego człowieka, pożądaniu. Pod aksamitnym kubrakiem zdobionym drogimi kamieniami, pod pancerzem zbroi dokładnie tak samo biło i pękało z miłości serce jak pod współczesnym garniturem. W książce spotkają czytelnicy zwykłych ludzi z ich namiętnościami - w sypialni, w nocnej koszuli, w plątaninie wątpliwości. W czasach staropolskich, podobnie jak i dziś, każda dziewczyna marzyła o wielkiej dozgonnej miłości. Śpiewano o niej piosenki, zaczytywano się w romansach, korzystano z porad wróżek. Niestety nie każdej pannie dane było wyjść za mąż z miłości. O zamęściu bowiem decydowała zwykle wola rodziców, którzy z racji wieku i doświadczenia uważali, że lepiej wybiorą kandydata do ręki córki.
Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale Agnieszka Lisak .

Cóż, nie od dzisiaj wiemy, że pragnienia ludzkości nie zmieniły się wcale tak bardzo od wieków. Jaka dziewczyna nie marzyła o tym swoim wyśnionym księciu z bajki...?
Ukochany dziękuję Ci ,że jesteś. Nie na rumaku, ale w końcu przybyłeś do mnie.

czwartek, 5 lutego 2009

Do przeczytania w jedną noc..

Makbara

"Makbara", Goytisolo Juan

„Makbara” to arabskie słowo oznaczające cmentarz. Głównym bohaterem powieści jest Marokańczyk – były żołnierz armii francuskiej i kryminalista. Przemierzając Europę Zachodnią, nieuchronnie popada on w kolejne konflikty ze skostniałą, nadmiernie zracjonalizowaną kulturą.

Spychany na margines, egzystuje już tylko w katakumbach. Tam właśnie spotyka wygnaną z raju namiętną anielicę, z którą połączy go płomienny romans.

Goytisolo, nazywany niekiedy pierwszym pisarzem Hiszpanii, jest także jej największym krytykiem. Według niego Hiszpania wyrzekła się jedynego oryginalnego składnika swojej kultury – arabskich korzeni.

Tworzy opowieść tyleż o namiętności łączącej pariasa i anioła, co o samym snuciu opowieści – jednym z bohaterów jest halaiqui, tradycyjny arabski gawędziarz, uprawiający ustną literaturę na marokańskim targu.

Książka zapomniana,teraz odkryta ponownie.

Ból fantomowy

"Ból fantomowy", Grunberg Arnon

Bohater powieści, Robert G. Mehlman, holenderski pisarz żydowskiego pochodzenia, mieszka w Nowym Jorku z żoną-lekarzem psychiatrą i boryka się zarówno ze swoim małżeństwem, jak i rozterkami duchowymi, które wynikają z przykrej świadomości bycia pisarzem.
Co więcej, Robertowi grozi bankructwo, przed którym stara się obronić cudownie absurdalnymi, autodestrukcyjnymi metodami; jest w końcu artystą, a nie wąsatym księgowym.
Proponuje na przykład swojemu wydawcy, aby wydał jedną z jego i tak mało poczytnych powieści w Islandii, albo na Węgrzech.
Poważnie zastanawia się nad otwarciem kanapkarni lub kwiaciarni. Wynajmuje limuzynę za pięć tysięcy dolarów i jedzie do Atlanty zagrać w kasynie, obstawiając w ruletce numer obozowy swojej matki, która była w Oświęcimiu i oczywiście przegrywa.
Zamiast negocjować z bankiem spłatę rosnącego debetu postanawia zostać najmilszym dłużnikiem w historii i rozmawia z urzędnikiem o sztuce.

"Ból fantomowy" to niezwykła powieść, przedziwna hybryda, utrzymana w duchu Philipa Rotha, Woody Allena i Paula Austera. Fantastyczne opisy postaci, genialne dialogi.


Kiedyś ta książka nie dawała mi spokoju, cały czas była w moich myślach. Teraz przyszedł czas na nią po raz kolejny. Tak więc zaczęłam czytać ponownie.