i czegóż jeszcze można chcieć od tego popołudnia, a wieczorem oglądamy film z Ukochanym, te wszystkie drobnostki czynią moje życie wspaniałym.
Odnajdziesz tutaj moje myśli na temat historii,literatury,poezji,życia i śmierci.Sztuka jest uprzywilejowana na tych stronach,ona nadaje sens i smak życiu.Jeśli jesteś zainteresowany,czytaj,najlepiej przy kawie.Może odnajdziesz tutaj coś co cię zainspiruje.A może sam napiszesz do mnie kilka słów w komentarzu, które staną się inspiracją dla mnie.
wtorek, 15 marca 2011
ciągle jeszcze piękne tulipany, kawa copuccino oraz karmelowe ciasteczko...
i czegóż jeszcze można chcieć od tego popołudnia, a wieczorem oglądamy film z Ukochanym, te wszystkie drobnostki czynią moje życie wspaniałym.
niedziela, 13 marca 2011
DUSZA CZYŚĆCOWA Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku
Stanisław Grochowiak ma swoją dobrą i złą legendę. Dobra ukazuje go jako niekwestionowanego przywódcę pokolenia Współczesności, charyzmatycznego redaktora naczelnego, opiekuna młodych poetów, człowieka renesansu, wybitnego twórcę, wspaniałego przyjaciela. Zła mówi o jego chorobie alkoholowej, manieryczności i sztucznych stylizacjach jego wierszy, wygórowanych ambicjach pisarza i żądzy władzy, koniunkturalizmie. We wspomnieniach występuje raz jako człowiek, którego karierę zwichnięto w szczytowym jej momencie, raz jako „pieszczoch władzy”.
Niniejsza książka próbuje przybliżyć postać wybitnego polskiego poety, który – pomimo uznanej przez historyków literatury wartości jego dzieła – przebywa nadal w „literackim czyśćcu”.
Wśród autorów zamieszczonych w książce wspomnień znajdują się przyjaciele-pisarze, postaci reprezentujące środowisko artystyczne lat 60. i 70. oraz osoby związane z Grochowiakiem więzami rodzinnymi i emocjonalnymi. Wymieńmy kilka nazwisk: Roman Śliwonik, Ernest Bryll, Jerzy Krzysztoń, Marek Nowakowski, Erazm Ciołek, Anna Grochowiak, Andrzej Gronczewski.
Prezentowany tom przynosi zarówno złożony wielobarwny portret Stanisława Grochowiaka, jak i portret zbiorowy pokolenia twórców debiutujących około 1956 roku.
Książka ta nie jest – i nie miała być – pomnikiem Stanisława Grochowiaka. Nie ułatwi też prostych ocen pisarza. Jej największymi zaletami wydają się niepewność sądu i pytania, jakie pozostają po lekturze.
Chamfort Nicolas Charaktery i anegdoty. Małe dialogi filozoficzne. Maksymy i myśli.
Świat francuskiej arystokracji, zdradzanych i zdradzających kochanków, intrygujących koterii, rozbawionych dworzan jest tłem i materią opisów, złotych myśli i błyskotliwych bon motów francuskiego klasyka krótkiej literackiej wypowiedzi. Czytelnicy odnajdą na kartach książki atmosferę życia, opis postaw, wad i cnót przedstawicieli górnych warstw społeczeństwa francuskiego sprzed wielkiej rewolucji.
Obecna edycja, oprócz klasycznych przekładów Maksym i myśli Konrada Drzewieckiego i Charakterów i anegdot Tadeusza Boya-Żeleńskiego, zawiera współczesne tłumaczenie niepublikowanych wcześniej Małych dialogów filozoficznych. Jego autorem jest Ryszard Engelking. Książka szczególnie przyjemna w czytaniu dla miłośników książek z historią w tle, oczywiście również dla miłośników tego co francuskie.
czwartek, 10 marca 2011
Frédéric Beigbeder FRANCUSKA POWIEŚĆ
Autor zaczął pisać tę książkę „w głowie”, uciekając od twardych realiów aresztu, w którym spędził 36 godzin, po tym jak policja zatrzymała go w chwili, gdy w eleganckiej paryskiej dzielnicy, po kilku drinkach w kolejnych barach, wciągał działkę kokainy z maski stojącego na ulicy samochodu. W ciasnej betonowej celi, marząc o jakiejś książce lub proszku na sen, Beigbeder ucieka myślami do dzieciństwa, którego nie pamięta, bo ten okres jego życia objęła dziwna amnezja. Wychodząc od jedynego wyraźnego obrazu, stara się przywołać więcej wspomnień i dochodzi do wniosku, że ich brak wywołała zmowa milczenia wokół rozwodu rodziców. Opisuje typową zamożną rodzinę francuską, z czułością mówi o swoich dziadkach, rodzicach i bracie, powraca do młodzieńczych lektur i muzyki, której kiedyś słuchał. Odnalezione nareszcie wspomnienia przeplatają się z drobiazgową i niepozbawioną poczucia humoru relacją z aresztu. Za powieść tę pisarz otrzymał Prix Renaudot 2009.
Jak zazwyczaj to już bywa kolejne powieści wydawane przez Noir Sur Blanc mnie nie zawiodły, a co więcej oczarowały. Tak było i z tą powieścią, polecam, naprawdę warto.
I jeszcze tylko fragment dla rozsmakowania się.
Po matce odziedziczyłem:
- ballady Eltona Johna z lat 1969-1975, szczyt światowej muzyki pop,
- oglądanie filmów Woody'ego Allena w dniu ich wejścia na ekrany,
- przekonanie, że najlepsze czerwone wino to wcale nie to, które jest najdroższe,
- malkontenctwo, skłonność do wiecznego narzekania,
- krótkowzroczność,
- romantyzm,
- cienkie przeguby,
- dobre wychowanie,
- skłonność do rumieńców,
- snobizm,
- dobry smak w ubiorze,
- upodobanie do samotności,
- brak lęku przed zerwaniem,
- rosyjskich pisarzy,
- jedzenie foie gras widelcem,
- to, że nie wstydzę się płakać publicznie i nie powstrzymuję łez przed telewizorem,
- kompleks niższości,
- udziec jagnięcy pieczony z czosnkiem,
- pocałunki w szyję,
- wyostrzony zmysł krytyczny,
- uprzejmość wobec bliźniego, okrucieństwo wobec siebie samego,
- słabość do plotek,
- Deszczową piosenkę Gene'a Kelly'ego i Stanleya Donena,
- późne wstawanie ze śniadaniem do łóżka, zapach grzanek
o poranku,
- przekonanie, że miłość musi być namiętna, bezwarunkowa,
zazdrosna, stapiająca dwoje w jedno, nawet jeśli miałaby krótko
trwać,
- że miłość jest w życiu na pierwszym miejscu,
- że nie należy mówić „tego południa”,
- upodobanie do czytania.
Po ojcu mam:
- fantazję,
- manię wielkości,
- duży nos,
- skłonność do bólu gardła,
- wystający podbródek,
- oczy w kolorze deszczu,
- głośne dwukrotne kichnięcie, które stawia na nogi cały dom,
- upodobanie do fondue serowego i mięsnego,
- przenikliwość,
- Brooks Brothers,
- sarkazm,
- obsesję na punkcie seksu,
- to, że mówię „pantofle” zamiast „buty”, „sweter” zamiast
„pulower” i „historia obrazkowa” zamiast „komiks”,
- wyczucie zabawy,
- upodobanie do ognia w kominku,
- słabość do młodych kobiet,
- i do pięknych samochodów,
- braci Marx,
- Nieszpory Najświętszej Marii Panny Monteverdiego,
- kompletną pogardę dla cudzych opinii,
- muzykę z filmu Amerykańskie graffiti,
- kompleks wyższości,
- wyspy tropikalne,
- zakupy w duty-free,
- to, że mogę pożreć całą suszoną kiełbaskę na aperitif w mniej
niż pięć minut,
- że zawsze jestem cool, ale od czasu do czasu mogę się wściec
z powodu jakiegoś głupstwa,
- chrapanie,
- solipsyzm Plotyna,
- przekonanie, że bezceremonialność jest zaletą,
- potrzebę pisania.
Powieść na czas oczekiwania nadejścia wiosny.
NOS EDWARDA TRENCOMA
Powieść historyczna z mroczną intrygą i serem. Rok 1969. Edward Trencom, właściciel słynnego londyńskiego sklepu z serami, wiedzie ustabilizowany, spokojny żywot. Przez zabytkowy sklep raz po raz przeciąga jakaś wycieczka, a każdy ze zwiedzających podziwia nie tylko wspaniałą architekturę obiektu, lecz także nos właściciela – okazały i o niezwykłym kształcie. Edward Trencom bowiem, podobnie jak wielu jego znakomitych przodków, obdarzony jest węchem absolutnym: potrafi rozróżnić gatunek sera, miejsce, gdzie go wyprodukowano, a nawet wskazać krowę, która dała mleko. Jednak pewnego dnia w sklepie zjawia się tajemniczy Grek, który utrzymuje, że panu Trencomowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Edward początkowo odnosi się sceptycznie do tych rewelacji, ale szybko stwierdza, że istotnie jest śledzony. Zaczyna badać rodzinne dokumenty, które potwierdzają wieści o ciążącej jakoby nad Trencomami klątwie. Coraz mocniej czuje, że musi się wypełnić także jego przeznaczenie. Ale co nim jest – tego by nie przewidział nawet w najbardziej fantastycznych snach. Nos Edwarda Trencoma jest pierwszą powieścią w dorobku Gilesa Miltona (ur. 1966), znanego wcześniej z reportaży historycznych. Dysponując wielką erudycją, poczuciem humoru i znakomitym warsztatem, autor napisał bardzo atrakcyjną, zabawną książkę, w której sensacyjna intryga idealnie współgra z zadumą nad meandrami historii.
Rewelacyjna książka, idealna na czas oczekiwania na wiosenne , częstsze wypady do parku. Czyta się naprawdę znakomicie, polecam.
Fragment, dla zainteresowanych.
Edward wrócił do domu później niż zwykle. Po winie, które wypił z Richardem Barcleyem, miał zarumienione policzki i poruszał się żwawiej, niemal podskakując. Ostatnimi czasy pokonywał drogę ze stacji do domu pełen niepokoju. Nigdy nie był pewien, czy ktoś nie podąża jego śladem, czy ktoś go nie śledzi. A teraz, ni stąd, ni zowąd, ogarnął go niczym nieuzasadniony dobry humor. Wracał na piechotę ze Streatham Hill z narastającym poczuciem, że jego życie nabrało ostatnio rumieńców. To prawda, że przydarzyły mu się niezwykłe i nieoczekiwane rzeczy. To prawda, że niewątpliwie znalazł się w niebezpieczeństwie. Lecz takie życie, pełne niespodzianek, było o wiele bardziej ekscytujące.
- Dobry wieczór, panie Trencom. Widzę, że jest pan dziś wesół - zagadnęła go pani Salmon spod numeru 36.
- Dobry wieczór, dobry wieczór, pani Salmon. Istotnie, bardzo mi dziś wesoło.
Edward, nie zatrzymując się, pomachał jej wesoło ręką. Zbliżał się do domu i już widział świecący prostokąt okna w salonie. Jestem prawie w domu, prawie w domu, pomyślał. Niech no się zastanowię. Czy wspomnieć Elizabeth, że wiem o jej pogawędkach z Richardem? Nie, może lepiej nie. Lepiej nie budzić licha, przynajmniej na razie.
Wsunął klucz do zamka i przekręcił zdecydowanym ruchem.
- Cześć! - zawołała Elizabeth. - To ty? - Wyszła z kuchni, pocałowała Edwarda w lewy policzek, a potem prosto w usta. Wszystko w porządku? Dawno cię nie widziałam w takim dobrym nastroju.
- Wszystko gra - odparł Edward. - Przepraszam za małe spóźnienie, ale... - Obejrzał żonę od stóp do głów i poczuł w żyłach nagły, niekontrolowany dreszcz.
- Nie jestem pewien, kochanie, jak to wyrazić, ale... proponuję .. o ile nie ma poważnych przeciwwskazań... żebyśmy w ciągu trzech minut... plus minus dwie sekundy... znaleźli się na górze... w łóżku. Albo jeszcze lepiej... tak, czemu nie? Tutaj... teraz. .. w zupełności wystarczy.
Elizabeth parsknęła cichym śmiechem gotowej do współdziałania wspólniczki.
- Mój Boże, nie wiem, jak odpowiedzieć na taką propozycję -odparła z udawaną powagą. Ten nowy Edward ujawniał się od bardzo ekscytującej strony. - Ale skoro pan nalega, panie Cheddar, proszę dać mi parę chwil.
- Wykluczone - odparł. - Mam tylko kilka minut. Widzi pani, pani Trencom, sprawa jest niezwykle pilna, nie ma czasu wejść na górę.
Po tej zapowiedzi Edward wziął się do rozpinania i zdejmowania z żony bluzki i spódnicy - nigdy jeszcze nie podjął choćby nieśmiałej próby rozebrania swojej ślubnej. Idąc za ciosem, zabrałby się do bielizny, gdyby nie uprzedziła go sama Elizabeth. Raz-dwa rozpięła staniczek, wyskoczyła z majteczek i obróciła się ku niemu zupełnie naga.
- Wesołych świąt!-powiedziała.
Edward, czując lekki ucisk w gardle, też się rozebrał. Żadne z nich nie pomyślało o zasunięciu zasłon. Nie przeszkadzały im także zapalone światła, rozjaśniające wszystkie kąty. W mgnieniu oka ożywiony pan Trencom i podniecona pani Trencom dali się porwać namiętności, spalając kalorie w pełnych dwunastu miłosnych rundach.
- Wielkie nieba! - wykrzyknęła pani Hanson mieszkająca pod numerem 47 po drugiej stronie ulicy, gdy zajrzała do ich salonu ze swojej sypialni na piętrze. - Co oni robią?!
- Szczęściarz - wymamrotał pan Clarkson pod numerem 43, zerkając na nich zza zasłon. - Chętnie bym się znalazł na jego miejscu.
— Chętnie bym się z nim zamienił miejscami — zawtórował pan Waller spod numeru 39. - Ten Trencom to ma fart.
I tak też w istocie było.
poniedziałek, 7 marca 2011
wyjątkowo piękny dzień.
Rankiem położyliśmy się spać, tak to bywa, gdy pracuje się na nocną zmianę. Po krótkiej drzemce i obiadku wybraliśmy się na spacer. Wspaniała słoneczna pogoda zachęciła nas skutecznie do długiego spacerowania po parku. Już dzisiaj dostałam od Mężinki bukiet pięknych tulipanów z okazji jutrzejszego dnia kobiet, a w domku Ukochany zrobił mi najwspanialszą na świecie kawę po irlandzku...hmmm...czuję się cudownie rozpieszczana.
niedziela, 6 marca 2011
sobota, 5 marca 2011
Koniec romansu.
Ekranizacja powieści Grahama Greene'a. Londyn, 1944. Bomba trafia w dom, w którym mieszka pisarz Maurice Bendrix. Maurice nie może pojąć, dlaczego właśnie tego dnia, kiedy niemal cudownie ocalał, porzuca go kochanka Sarah. Okazja wyjaśnienia zagadki pojawia się 2 lata później, gdy mąż Sarah, zwierza się Maurice'owi, że niepokoi go dziwne zachowanie żony.
Głównym tematem filmu jest jego romans z żoną przyjaciela - Sarą. Mamy więc klasyczną historię trójkąta miłosnego: mąż, żona i kochanek. Każdy z nich kocha bardzo i każdy z nich inaczej. Dla męża najważniejsze jest przywiązanie, dla kochanka - pożądanie i egoistyczna potrzeba odczuwania, która ma inspirować go do tworzenia. Najbardziej zagadkową postacią filmu jest Sarah. Poznajemy ją przez pryzmat doświadczeń obu panów, zwłaszcza Bendrixa, który jest narratorem filmu. Taki subiektywny zabieg narracyjny sprawia, iż przez pierwszą połowę filmu postępowanie Sary jest niezrozumiałe i błędnie przez nas interpretowane.Sądzimy, że jest ona kobietą niewierną , manipulującą i bawiącą się mężczyznami. Nawet jej wygląd budzi podejrzenia. Rude włosy, zielone sukienki - tak zawsze w tradycji literackiej jak i filmowej przedstawiane były wiedźmy bądź czarownice. Wszystko jednak zmienia się gdy Bendrix otrzymuje pamiętnik Sary. Dzięki niemu możemy poznać kolejny, subiektywny punkt widzenia przedstawianych wydarzeń, przez co film zmienia się całkowicie w wymowie.
Polecam, choć pewnie panie będą miały większą satysfakcję z obejrzenia tego filmu.
wtorek, 1 marca 2011
Życie umysłowe i uczuciowe - Michalski Cezary, Staniszkis Jadwiga
Żywa opowieść, niezwykła bohaterka. I historia polski ostatnich 50 lat widziana z najbardziej zaskakujących perspektyw, także przez drzwi sypialni. Jadwigi Staniszkis nie da się zamknąć w żadnym schemacie, dlatego od dziejów jej życia nie sposób się oderwać. - Piotr Zaremba, publicysta, pisarz.
"Pędziłam na rowerze na spotkanie z moją pierwszą miłością - mechanikiem okrętowym, w którym się zakochałam płynąc do Londynu. Wpadłam pod ciężarówkę. Po tym ciężkim wypadku miałam wielką bliznę na twarzy. Nie chciałam, żeby on to widział. I wpadłam na pomysł, że jak przed naszym spotkaniem umaluję się jaskrawoczerwoną szminką, to on będzie patrzył na moje usta i nie zwróci uwagi na tę szpetną bliznę.
Niezwykła kobieta, niezwykła książka, bardzo gorąco polecam.
sobota, 26 lutego 2011
KINGS SPEECH.
Fascynująca opowieść o człowieku, który uratował królestwo i w przełomowym momencie historii mężnie poprowadził Anglików w walce przeciwko najeźdźcy. Po szokującej abdykacji Edwarda VIII książę Albert musi, mimo wielkich oporów, zasiąść na tronie Anglii jako Jerzy VI. Ogromną przeszkodą w wypełnianiu monarszych obowiązków jest dla niego... problem z wysławianiem się. Jedyną osobą, która może pomóc Jerzemu w odnalezieniu własnego głosu i stawieniu czoła groźbie inwazji hitlerowskiej, okazuje się
Film wart obejrzenia, Aktorstwo na najwyższym poziomie.Aktorzy świetnie budują napięcie, a przy tym bardzo dobre dialogi, naprawdę tęskniłam już za takim kinem. Trochę staroświeckie kino, w najlepszej formie. Już dawno nie oglądałam tak dobrego filmu, polecam mocno wszystkim.
czwartek, 24 lutego 2011
Długo o książkach nie było,bo długo czytałam Wyspe dnia poprzedniego.
Szlachcic z Piemontu, Robert de la Grive, uratowany z katastrofy morskiej, dostaje się na opuszczony statek Daphne, zakotwiczony w pobliżu nieznanej Wyspy. Na pokładzie i w licznych pomieszczeniach znajduje wiele tajemniczych przyrządów oraz ptaków i roślin. Z czasem się dowiadujemy, że Robert trafił na morze jako tajny wysłannik Mazarina i Colberta, usiłujących odkryć sekret obliczania długości geograficznej. Dziwnym zrządzeniem losu naszemu bohaterowi również na pokładzie Daphne przyjdzie się zajmować tą kwestią. Prawdopodobnie statek stoi w pobliżu sto osiemdziesiątego południka, zatem na leżącej po jego drugiej stronie Wyspie - wedle obliczeń XVII-wiecznych geografów - powinien być jeszcze dzień poprzedni. Nękany wspomnieniami utraconej miłości i wizją nikczemnego brata-sobowtóra, Robert coraz zapamiętalej pragnie dostać się na Wyspę, gdzie można ponoć ujrzeć Gołębicę Koloru Pomarańczy. W XVII stuleciu problem obliczania d ł u g o ś c i g e o g r a f i c z n e j spędzał sen z powiek możnym tego świata. Zamorskie wyprawy dawały wówczas możliwość znacznego powiększenia stanu posiadania, zapewniały nowe źródła bogactw i dobrobytu. Jednak by zawładnąć oceanami, należało poznać wszystkie tajniki nawigacji. Już samo wyznaczenie południka zerowego było kwestią sporną, gdyż południki, jako linie hipotetyczne, mają tę samą długość i żaden z nich nie został wyróżniony, jak równik wśród równoleżników, w sposób naturalny. Kolejnym problemem był pomiar czasu na morzu. Zegar wahadłowy się do tego nie nadawał ze względu na kołysanie pokładu. Próbowano wielu innych sposobów, choćby tak kuriozalnych jak posłużenie się proszkiem sympatii. Prototyp chronometru morskiego zbudował dopiero w 1735 roku angielski zegarmistrz, John Harrison. Ten skromny prowincjusz, obcy dworskim koteriom, długo musiał jednak czekać na oficjalne uznanie.
sobota, 19 lutego 2011
Michael Jackson - In The Closet HQ
Pamiętam jak oglądałam ten teledysk po raz pierwszy jako młoda osóbka :) z wypiekami na twarzy.
czwartek, 17 lutego 2011
wtorek, 8 lutego 2011
Czarny łabędż.
Nina (Natalie Portman) jest baleriną w jednym z najlepszych zespołów baletowych w Nowym Jorku. Panuje tam zimne wyrachowanie. Baletnice zrobią wszystko, by zepchnąć w dół dziewczynę, która tylko stanie o stopień wyżej niż one. Zbliża się kres kariery Beth i rozpoczyna się polowanie na jej miejsce w "Jeziorze Łabędzim". Główną rolą jest postać Odett, królowej łabędzi. Rola ta jest trudna, bo balerina będzie musiała grać zarówno słodkiego "Białego Łabędzia", jak i mrocznego "Czarnego Łabędzia".
Powiem tylko, że jest to jeden z lepszych filmów ostatnich kilku lat.
Naprawdę świetna gra Portman i Kunis. Praca kamery również bardzo dobra.
Fabuła ciekawa i nieprzerysowana.
Jednak najlepsze jest wnikanie w głąb ludzkiej psychiki i świadomości, ukazanie lęków i obaw człowieka - przemiana psychiczna.
niedziela, 6 lutego 2011
KIEDY BOGOWIE UMIERAJĄ.
Porywająca opowieść o zbrodni i namiętności osadzona w czasach angielskiej regencji, opowiedziana przez autorkę, która po mistrzowsku łączy ze soabą historię i suspens, postaci i intrygi, wyobraźnię i klasyczną powieść kryminalną. Czerwiec, 1811 roku. W letni wieczór w Królewskim Pawilonie w Brighton piękna młoda żona sędziwego markiza zostaje znaleziona martwa w objęciach samego Księcia Regenta. W jej plecach tkwi wysadzany klejnotami sztylet, który był niegdyś własnością Karola Edwarda Stuarta. Szyję oplata jej zdobiony szafirami stary srebrny naszyjnik, który miał niegdyś należeć do walijskiej kapłanki druidów. Legenda głosi, iż naszyjnik roztaczał szczególną moc, do czasu, gdy zaginął na morzu wraz z jego ostatnią właścicielką, matką Sebastiana St. Cyr, wicehrabiego Devlin. Sebastian, który nie zdołał się jeszcze oczyścić z fałszywych oskarżeń, zostaje wciągnięty w kolejne niebezpieczne śledztwo dotyczące śmierci markizy, a także niejasnego losu swej matki. Szybko przekonuje się, że leniwy, rozrzutny Książę nie jest takim niewiniątkiem, jak jego otoczenie stara się go przedstawiać. Z pomocą swojej ukochanej, sławnej aktorki skrywającej równie wiele tajemnic, oraz nowego służącego, byłego kieszonkowca, Sebastian podąża krętym labiryntem śladów, które wiodą od nadmorskiego pałacu do najnędzniejszych zakątków Londynu, z eleganckiej rezydencji na Mayfair, gdzie mieszkała zamordowana kobieta, do obskurnego pubu prowadzonego przez byłego niewolnika. Im bliżej prawdy, tym głębiej Sebastian zanurza się w świecie mrocznych namiętności i skrywanych ambicji. Po kolejnym morderstwie trafia na spisek, który nie tylko okazuje się niebezpieczny dla jego najbliższych, lecz zagraża także monarchii.
Kiedy umierają Bogowie to kontynuacja cieszącego się ogromną popularnością debiutu Czego boją się anioły, którego główny bohater Sebastian st. Cyr po raz kolejny wprowadza czytelnika w barwny i intrygujący świat historycznego kryminału.
Trzynasta powieść.
Obie są samotne. Obie skrywają bolesną tajemnicę swoich narodzin. Obie zamknęły się w świecie książek. Margaret Lea - zwyczajna dziewczyna, córka antykwariusza z Cambridge, która bardziej kocha książki niż ludzi, i Vida Winter - największa pisarka naszych czasów, żyjąca z dala od świata, tajemnicza legenda łącząca siłę starożytnej bogini i czarownicy. Vida Winter nie ma prawdziwego nazwiska, za to ma setki biografii. Żadna nie jest prawdą. Wszystkie są zmyśleniem. Teraz - ponaglana śmiertelną chorobą - chce wreszcie wyjawić prawdę. Prawdę, która prześladowała ją przez całe życie. Wybiera Margaret - dlaczego? Skąd wie, że tylko ta dziewczyna ją zrozumie? Rozpoczyna się walka z prawdą i o prawdę. Ożywają wielkie uczucia, grzeszne namiętności, przeklęte i tragiczne postaci, duchy przeszłości. Porywa nas magia urzekającej opowieści. Trzynasta opowieść Diane Setterfield to niezwykła proza. Ma nastrój, piękno i siłę oraz wyjątkowość i prawdziwość największej literatury XIX wieku, a emocjonalność i magię narracji poruszającą do głębi współczesnego czytelnika. Debiut angielskiej czterdziestokilkuletniej nauczycielki akademickiej, wykładającej XX-wieczną literaturę francuską, okrzyknięto klasyką. O prawa do publikacji Trzynastej opowieści walczyły w zażartych aukcjach największe wydawnictwa z 32 krajów. Tuż po wydaniu powieść Diane Setterfield okazuje się sensacją literacką w USA i przez dwa kolejne tygodnie króluje na pierwszym miejscu list bestsellerów "The New York Times" i "Publishers Weekly". Ukazują się dziesiątki recenzji. Czytelnicy wymieniają się entuzjastycznymi wrażeniami w setkach blogów. Wszyscy powtarzają, że od tej powieści nie można się oderwać. To powieść, jakiej nie doczekał się XX wiek. Niezwykła, porywająca, oszałamiająca, hipnotyzująca, magiczna, wielka, poruszająca, nastrojowa,niezapomniana, tajemnicza, piękna - tak zgodnie określają powieść amerykańscy i brytyjscy krytycy oraz czytelnicy.
Belcanto.
Na przyjęcie organizowane przez jedno z ubogich państw Ameryki Południowej wdziera się grupa porywaczy, planująca uprowadzenie prezydenta. Ten jednak niespodziewanie został w domu, by obejrzeć kolejny odcinek ulubionej opery mydlanej. Plan zamachowców legł w gruzach, a napaść przeradza się w oblężenie.
Między agresorami a ich ofiarami - wśród których jest piękna amerykańska diwa operowa i jej wielbiciel, japoński biznesmen - rodzą się silne więzi, a to, co miało być koszmarem, zamienia się w raj na ziemi... aż do zaskakującego końca.
Intrygująca, piękna powieść.
piątek, 4 lutego 2011
Douwe Draaisma DLACZEGO ŻYCIE PŁYNIE SZYBCIEJ, GDY SIĘ STARZEJEMY O pamięci autobiograficznej.
Pamięć o wydarzeniach z własnego życia nie jest szczególnie ważnym przedmiotem badań psychologii uniwersyteckiej, ponieważ z trudnością poddaje się mierzalnym procedurom badawczym. Niezmiennie fascynuje jednak laików, jako że pytania z nią związane są niezwykle intrygujące. Na przykład: skąd bierze się zjawisko déja vu; dlaczego ludzie starsi lepiej pamiętają zdarzenia z młodości niż wydarzenia poprzedniego miesiąca; jak to możliwe, że w chwili zagrożenia śmiercią widzimy w ułamku sekundy całe swoje życie? Douwe Draaisma, psycholog z uniwersytetu w Groningen, pokazuje, w jaki sposób pytania te stoją dzisiaj otworem przed psychologią naukową. Sięga również do literatury pięknej, dowodząc, że do zrozumienia ludzkiego umysłu mogą przyczynić się także znakomici pisarze. Na kartach jego książki Proust, Mann i Borges wypowiadają się na równych prawach z Wundtem, Fechnerem, Heymansem oraz ich naukowymi spadkobiercami. W rezultacie otrzymujemy fascynujące rozważania na temat zjawisk pamięci autobiograficznej, wyłożone w sposób błyskotliwy i zrozumiały. Książka była nominowana do najważniejszej na świecie nagrody dla książek popularnonaukowych Aventis Prizes for Science Books 2005.
Niezwykła powieść, w której przeplatają się egzotyka, przygoda i namiętność.
Nim świat wyłonił się z chaosu, ona już istniała - pradawna melodia duszy. Ten, który odkryje jej sekret, zdobędzie panowanie nad ziemią i ludźmi. Jednak przyjdzie mu za to zapłacić tym, co najważniejsze.
Matthieu z rozkazu króla Francji Ludwika XIV wyrusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę w poszukiwaniu melodii duszy. Jednak nie tylko on pragnie odkryć prastarą tajemnicę. Ścigany przez bezlitosnych morderców dociera na Madagaskar. Piękno wyspy oczarowuje go niemal tak bardzo jak tajemnicza i zmysłowa kapłanka Luna, która zdaje się czekać na niego od zawsze...
Fragment ksiązkiChłopiec wdrapał się na kolana wuja, a ten nie zdołał ukryć szerokiego uśmiechu satysfakcji. Zbliżył swój wielki nos do maleńkiego zadartego noska dziecka.
- Któregoś dnia nauczę cię, jak pokochać muzykę, by odwzajemniła to uczucie - obiecał.
- Twój wuj musi się pogodzić z miłością do muzyki - ironizował z drugiego końca stołu pisarz, broniąc się przed kpinami zgromadzonych gości. - W całej Francji nie ma kobiety, która by go zniosła.
Pozostali wybuchli kaskadą śmiechu.
- Powód jest bardzo prosty: kobiety nie zdołają pojąć tak wielkiej wrażliwości - wzięła sławnego kompozytora w obronę jedna z młodych kuzynek.
- Kolejna dzierlatka, co czytuje Szekspira - zaprotestował pisarz. - Ów Anglik musiał cię zaczarować swoimi wersami.
- Mój drogi brat nie rozumie, że muzyka przenika nas w dwojaki sposób, w orgii ciała i ducha - orzekł Charpentier. - Któraż z was mogłaby mi to dać?
- Wystarczy już gadaniny o orgiach i kobietach! Jedzcie, bo prosię będzie zupełnie zimne! - zawołała gniewnie pani domu.
Charpentier ponownie zwrócił się do bratanka, który nadal grzecznie siedział na jego kolanach, z palem do mieszania mydła w ręce.
- Posłuchaj mnie uważnie, Matthieu - szepnął z całą mocą, jaką mógł zawrzeć w głosie. Nadszedł moment, by uczynić tego malca uczestnikiem sekretu, który sam odkrył przed wielu laty. To właśnie z jego powodu poświęcił życie komponowaniu. - Muzyka jest narzędziem wybranym przez Boga i to z jej pomocą Bóg obdarowuje nas swoją miłością. Nigdy nie zapominaj, że każda nuta, a także każdy moment ciszy pomiędzy nimi, to miłość boża w czystej postaci...
Miłość boża w czystej postaci...
W czystej postaci...
Te słowa brzmiały w głowie chłopca ledwie kilka chwil. Było tak, jakby jego przybrani rodzice, inni wujowie, brat Jean-Claude i młodziutkie kuzynki przerwały uroczystość i w jednej chwili zamilkły, by umożliwić mu przejście do nagłego objawienia, które naznaczyło całą jego przyszłą egzystencję.
Filozof o jedzeniu.
Zapraszam na niezwykłą ucztę dla podniebienia i wyobraźni.
Gromadzony przez kilka pokoleń zbiór przepisów, które spisywali przodkowie profesora Stefana Swieżawskiego, to skarbnica kulinarnych tajemnic. Tylko tutaj znajdziecie przepisy na szynkę z ryby i wódkę pędzoną z wołowiny. Przepisom towarzyszą zdjęcia ziemiańskiego świata z archiwum profesora Swieżawskiego i nie publikowane rysunki, które wykonał jako dziecko. Tomik otwierają wspomnienia przywołujące czasy, gdy przyszły wybitny filozof, dla zaspokojenia łakomstwa gotów był nawet wyłowić kiełbaskę pływającą w tatrzańskim stawie...
Lektura książki, którą współczesnymi głosami opatrzył Piotr Bikont, daje bardzo mocno i wyraźnie poczuć smaki i zapachy tamtej kuchni. Te oryginalne przepisy mogą być inspiracją dla najlepszych kucharzy. A co narodzi się z tych inspiracji - jak radzi jeden z ich autorów - „Wydaj, przydawszy do tego jakiego chcesz sosu lub zaprawy”.