niedziela, 20 września 2009

Ronin.


W feudalnej Japonii klasa wojowników, samurajów, przysięgała aż do utraty życia bronić swoich panów. Na tych z nich, których władcy polegli spadała wielka hańba i byli zmuszeni wędrować przez kraj i szukać pracy jako ludzie wynajęci do ochrony lub bandyci. Pozbawieni panów nie byli już jednak nazywani samurajami, ale określano ich mianem "Ronin", jak głosi stara japońska legenda. Sam (Robert De Niro) jest Amerykaninem, wynajętym wraz z innymi agentami do spraw tajnych operacji w celu wykradzenia teczki z tajnymi dokumentami. Kiedy kończy się zimna wojna i napięcie na świecie zmniejsza się, ich przyszłość staje się niepewna i stają się lojalni wobec tych, którzy są w stanie więcej zapłacić. Żaden z członków grupy nie zna tożsamości swego pracodawcy, motywów działania pozostałych uczestników akcji, ani zawartości teczki.Jedna tylko rzecz jest oczywista, że ktoś z nich może zginąć i każdy z nich będzie zabijał w trakcie operacji.
Jean Reno i Robert DE Niro, wypadli świetnie w tym filmie. Choć nie lubię filmów sensacyjnych, to ten widziałam już z Ukochanym Mężem dwa razy.

Brak komentarzy: